Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aktualności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aktualności. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2009

Kurs holenderskiego w Hadze

Kurs niderlandzkiego dla Polaków w Hadze - zgłoszenia do 17 lipca br.

Fundacja Współpracy Miast Haga - Warszawa organizuje kurs języka niderlandzkiego dla Polaków mieszkających w Hadze.

Celem kursu jest podstawowe opanowanie języka, niezbędne w codziennym funkcjonowaniu w Holandii. Kurs zaczyna się we wrześniu i potrwa pół roku.

Zajęcia będą odbywać się w małych grupach (do 15-stu osób).

Zajęcia są raz lub dwa razy w tygodniu w zależności od potrzeb kursistów.

Kurs prowadzić będą doświadczeni nauczyciele holenderscy.

Kurs jest ZA DARMO, do zapisania się wystarczy SoFi numer

Zgłoszenia tylko do 17 lipca br.!!!

Chętnych prosimy o zgłaszanie się do koordynatora projektu Claudii Cenkaly na

numer tel. 0-610 45 90 21, tylko w dni robocze do godz. 21.00.

Claudia przeprowadzi z zainteresowanymi rozmowę kwalifikacyjną.

Kurs jest ZA DARMO, do zapisania się wystarczy SoFi numer lub meldunek!

NIE PRZEGAP OKAZJI!!!

Informacja o kursie i jej ewentualna aktualizacja jest na portalu Polonii holenderskiej www.polonia.nl w rubryce "Przewodnik imigranta" lub na www.radioholandia.nl

17 czerwca 2009

Pomoc dla pracowników tymczasowych

Holenderska organizacja SNCU, która nadzoruje przestrzeganie warunków umów zbiorowych przez agencje pracy tymczasowej, uruchomiła:

  • oraz bezpłatny numer telefonu: 0800-7008.

Jesli Twój pracodawca narusza zasady, zawarte w układzie zbiorowym pracy, głoś nadużycie i dochodź swoich praw, przy pomocy SNCU.

Mozesz takze skontaktować się z telefonicznym centrum pomocy SNCU (po polsku) pod numerem telefonu: 0180 64 25 32, we wtorki i czwartki, pomiędzy 11 a 16-tą.

źródło: www.polonia.nl

27 maja 2009

InfoLinia

Portal Polonia opublikował ponizszą informację. Pozwalam ją sobie zamieścić i na moim blogu, bo być moze przyda się komuś z Was :)

Ruszyła InfoLinia dla Polaków

Fundacja Wsółpracy Miast Haga - Warszawa (SDW) otworzyła InfoLinię dla polskich imigrantów w Holandii.

Mają Państwo pytania dotyczące praw i obowiązków w Holandii np. o ubezpieczeniach, mieszkalnictwie, pracy, szkolnictwie, kulturze itd.?

W każdą środę wieczorem czeka na Państwa pod telefonem polski konsultant, który fachowo i bezpłatnie udzieli porad.

InfoLinia: 070 - 365 81 83

Każda Środa TYLKO W GODZ. 19:00 - 21:00

27 kwietnia 2009

Bloemencorso Bollenstreek 2009

Kolorowa parada odjechała w dal...

Czekaliśmy na nią czekaliśmy i... Niech żałują Ci, co jej nie widzieli, bo 62. kwiatowa parada Bollenstreek odjechała już w siną dal! Oj, było co podziwiać, było, a w powietrzu unosił się niesamowity zapach kwiatów. A dziś cóż nam pozostało? Zdjęcia!!! Kto nie miał okazji uczestniczyć w bloemencorso Bollenstreek 2009 moze zobaczyć, jakież to fikuśne platformy brały udział w tegorocznej paradzie, której tematem były znane ksiązki, czyli beroemde boeken. Tak jak i w latach ubiegłych w piątek kolorowa parada przejechała ulicami Noordwijk, a nastepnie na rynku w centrum miasta kwiatowe konstrukcje zostały poddane ocenie jury. Wyniki konkursu na najpiekniejszą platformę Bloemencorso 2009 są nastepujące:

Nr 1. Konica Minolta Business Solutions Nederland BV - De laatste der Mohikanen – James Fenimore Cooper

Nr 2. Rabobank Bollenstreek - Nijntje’s droom – Dick Bruna

Nr 3. Gemeente Teylingen - Koning Artur en de ridders van de ronde tafel – Roger L. Green

Nr 4. Gemeente Hillegom - Asterix & Obelix – Goscinny & Uderzo

Nr 5. Corsogroep KAVB Hillegom-Haarlem e.o. - Sprookjesboek – Gebr. Grimm

23 kwietnia 2009

List do Polaków

W niejednym Polaku, słowiańska krew się wzburzyła, po słowach roterdamskiego radnego Karakusa, który nawoływał bezrobotnych Polaków do powrotu do kraju. Jak lawina posypały się komentarze, krytykujące Karakusa, za jego negatywny stosunek do polskich migrantów. W odpowiedzi na masowe niezadowolenie polonii holenderskiej, Karakus wystosował niniejszy list, który pozwalam sobie w całości zamieścić. Jednocześnie zapraszam wszystkich na Dzień Polski w Ahoy w Roterdamie, juz w najbliższą niedzielę!

Otwarty list do Polaków od Hamita Karakusa, radnego ds. mieszkalnictwa miasta Rotterdam – 23.04.2009

W przyszłą niedzielę 26 kwietnia w hali Ahoy odbędzie się Dzień Polski. Dzień ten zorganizowany został z myślą o zapoznaniu Polaków pracujących i/lub mieszkających w Rotterdamie z możliwościami mieszkania, pracy i życia w tym mieście.

W minionych dniach w mediach powstało niesłuszne wrażenie, że Polacy są w Rotterdamie niechcianymi gośćmi i że sam najchętniej wysłałbym ich z powrotem do Polski. Jest to jak najbardziej mylne wrażenie. Polacy posiadający pracę, dobre mieszkanie i aktywnie uczestniczący w życiu społecznym Rotterdamu są jak najbardziej mile widziani. W praktyce dostrzegam jednak, że Polacy przybywający do Rotterdamu są źle traktowani. Stają się uzależnieni od pracodawcy, za pośrednictwem którego dostają często mieszkanie. Pracodawcy, czyli między innymi niejednokrotnie działające w złej wierze agencje pracy tymczasowej, przejmują władzę nad swymi pracownikami. Wielokrotnie dochodzi do sytuacji, w których Polacy pracują za wynagrodzenie poniżej stawki minimalnej, są zwalniani bez przyczyny, a nawet wyrzucani z wynajmowanych domów. Ostro sprzeciwiam się tego rodzaju praktykom. Tak jak wszyscy mieszkańcy tego kraju, również Polacy mają tu swoje prawa.

Dzień Polski, który odbędzie się w hali Ahoy 26 kwietnia, ma na celu uświadomić Polakom ich prawa oraz udzielić odpowiedzi na różne pytania, jak np.: Jak mogę zdobyć pracę? Jakie są zasady przyznawania mieszkań w Rotterdamie? Czy mam prawo do zasiłku, jeśli stracę pracę? Jakie są regulacje dotyczące zasiłku rodzinnego? Jak mogę ubezpieczyć się w zakresie kosztów leczenia? Gdzie mogę uczyć się języka niderlandzkiego i zdobywać inne umiejętności? Gdzie znajdę pomoc prawną lub medyczną? Na te i inne pytania Polacy będą mogli uzyskać odpowiedź podczas Dnia Polskiego. Ta wiedza pozwoli im się usamodzielnić, odnaleźć w mieście i stać się pewniejszym siebie.

Częścią Dnia Polskiego w Ahoy będzie giełda pracy. Kryzys ekonomiczny odbija się również na rotterdamskim rynku pracy. Niezależnie od narodowości ludziom coraz trudniej jest znaleźć posadę. Jednak w specyficznych sektorach na specjalistów i absolwentów wyższych uczelni czeka nadal praca, co więcej: pracodawcy są zadowoleni, że mogą zapełniać wakaty. Na wolnym rynku pracy Unii Europejskiej zarówno Holendrów, Polaków, jak i wszystkich innych pracowników chcących pracować w Holandii obowiązują następujące zasady: zobacz, gdzie masz szansę na znalezienie pracy, specjalizuj się i dokształcaj. Twoim obowiązkiem jako pracownika na rotterdamskim rynku pracy, tak samo jak każdego obywatela, jest integracja, nauka języka, dostosowanie się do holenderskich norm obyczajowych, a nie stwarzanie problemów dla swojego otoczenia.

Niestety coraz częściej widzimy na rynku pracy, że polscy pracownicy w wyniku kryzysu gospodarczego są zwalniani i nie wracają ponownie do pracy. Jeżeli skutkiem tego tracą również mieszkanie, sytuacja staje się już krytyczna. Wówczas realnie można się zastanawiać nad powrotem do Polski. Sytuacja ta w naturalny sposób wywołuje pytania o świadczenia emerytalne, dodatek urlopowy czy trudności administracyjne. Te kwestie również zostaną poruszone w Ahoy, a odpowiedzi można szukać również później poprzez urząd gminy. Rotterdam, jako miasto wielokulturowe, w zasadzie zawsze jest i pozostanie otwarty dla obcokrajowców. Zawsze znajdzie się tu miejsce dla ludzi, którzy zamieszkali w Rotterdamie, by ciężko tu pracować, zarabiać na utrzymanie mieszkania i którzy biorą aktywny udział w życiu społecznym. Właśnie dlatego gmina organizuje Dzień Polski w Ahoy. Serdecznie zapraszam!

Z poważaniem,

Hamit Karakus

Radny ds. mieszkalnictwa i planowania przestrzennego Rotterdam

22 marca 2009

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, czyli...

Film o polskich i holenderskich migrantach

Tak jak zapowiadałam kilka dni temu, śpieszę z wrażeniami z premiery filmu dokumentalnego o polskich i holenderskich migrantach. Ponizej zamieszczam relację z niedzielnej premiery (15 marca) w Hadze. Niniejszy artykuł można także przeczytać w dwutygodniku PoPolsku.

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma

15 marca w Filmhuis w Hadze odbyła się premiera filmu dokumentalnego pt. "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma" Życie Holendra w Polsce & Życie Polaka w Holandii ("Het gras is altijd groener" Het leven van een Nederlander in Polen & Het leven van een Pool in Nederland). Projekcja filmu odbyła się w zamkniętym gronie ludzie bezpośrednio biorących udział w powstaniu filmu oraz zaproszonych gości. Wśród obecynych byli m.in.: uczniowie Aloysus College wraz ze swoimi opiekunami oraz rodzicami, przedstawiciele organizacji sponsorujących film (ABU, VIA, Duijndam, Tap Taxi, Otto, Polonia, ambasad RP), aktorzy biorący udział w filmie, pracownicy i wolontariusze Stowarzyszenia Współpracy Miast Haga-Warszawa oraz zaproszeni goście.

Jak to się zaczęło?

W listopadzie ubiegłego roku miały miejsce zdjęcia do filmu dokumentalnego o życiu Holendrów w Polsce i polskich migrantów w Holandii. 20-osobowa grupa uczniów z Aloysius College z Hagi oraz Społecznego Liceum Ogólnokształcącego z Warszawy przeprowadziła wywiady z ponad 40 emigrantami, zarówno w Polsce jak i w Holandii. Młodzi filmowcy gromadzili materiał w Warszawie, gdzie o swoich doświadczeniach emigracyjnych opowiadali mieszkający i pracujący w Polsce Holendrzy. Następnie prace nad filmem przeniosły się do Holandii, gdzie polscy migranci mieli okazję do podzielenia się swoimi doświadczeniami i refleksjami na temat emigracji. Film powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Miast Haga-Warszawa, a myślą przewodnią całego przedsięwzięcia była próba ukazania dobrych i tych mniej pozytywnych skutków emigracji, ukazanie różnic kulturowych i obyczajowych, z jakimi spotykają się emigrancji w obu krajach a także wskazanie podobieństw i szukanie drogi do bliższego poznania i współpracy.

Przed premierą

Poza wąskim gronem osób bezpośrednio związanych z projektem, film pozostawał wielką tajemnicą. Czekający na projekcję obrazu goście zastanawiali się, czego tak na prawdę mają się spodziewać. Szczególnie aktorzy, występujący w dokumencie, z podekscytowaniem czekali na swój ekranowy debiut. Magda Grasiewicz, młoda Polka mieszkająca w Hoek van Holland, z nieukrywanym zdenerwowaniem oczekiwała na projekcję filmu przed salą numer 1 haskiego Filmhuis. "-Nagranie trwało około godziny i odbyło się u mnie w domu- powiedział Magda-ale będę zadowolona, jeśli choć kilka minut z mojej wypowiedzi znajdzie się w filmie. Zdecydowałam się na udział w filmie, ponieważ uważam, że panuje wiele niesprawiedliwych mitów związanych z polską migracją w Holandii. Tylko poprzez opowiedzenie prawdy, możemy zmienić nasz negatywny obraz". Andrzej Wojdak, bezrobotny mieszkaniec Hagi z podobnych pobudek zgodził się na udział w filmowym przedsięwzięciu. "-Myślę, że ten film stanowi mały krok w kierunku lepszego zrozumienia i współpracy obu narodów- powiedział Andrzej- ciesze, się, że miałem szansę na upublicznienie mojego punktu widzenia".

Po premierze- spełnione oczekiwania

Zarówno twórcy dzieła, jak ich opiekunowie a także sponsorzy i zebrani goście nie ukrywali zadowolenia z efektu pracy młodych filmowców. Yanic Cilon oraz Eefje van Daalen, studenci Aloysus College których poznałam podczas nakręcania materiału do dokumentu w Amsterdamie w listopadzie ubiegłego roku, ocenili pozytywnie swój debiutanci film -Zawsze można lepiej-powiedział Yanic-ale myślę, że udało nam się przekazać przyświecające nam od początku założenia, czyli przede wszystkim wskazanie na to co nas łączy i próba wytłumaczenia skąd i dlaczego biorą się podziały". Eefje dodała: -"Nagraliśmy setki minut materiału, z którego musieliśmy wybrać najciekawsze wypowiedzi. Nie było łatwo, ale sadząc po reakcjach publiczności, chyba mogę powiedzieć, że jednak się udało- i dodała- Obrazy zmieniają się bardzo dynamicznie. Wypowiedzi poszczególnych bohaterów doskonale się uzupełniają, ale jednocześnie wskazują na ogromną różnorodność i kontrast poszczególnych historii". Z owoców pracy swoich podopiecznych był także zadowolony nauczyciel holenderskich studentów Toon Tullemans, który wskazał na dojrzałość i autentyczność filmu. Także polscy aktorzy wypowiadali się w samych superlatywach o obejrzanym dokumencie. Gosia Cubak, studentka psychologii, wskazała na ciekawe zestawienia wypowiedzi poszczególnych bohaterów oraz dynamizm. -"Z zapartym tchem śledziłam akcję filmu i przyznaję, że podczas 40-minutowej akcji nie było czasu na nudę." Magda Grasiewicz wskazała natomiast na doskonale zachowanie proporcji miedzy wypowiedziami holenderskich i polskich bohaterów. -"Absolutnie sprawiedliwy podział-stwierdziła Magda-do głosu zostawali dopuszczani na przemian polscy i holenderscy migranci, co daje możliwość lepszego porównania sytuacji obu migracji." Wiele ciepłych słów uznania padło pod adresem Claudii Cenkali ten Dam, która jest koordynatorem projektu. Redaktor naczelna portalu Polonia Małgorzata Bos-Karczewska, wręczając kwiaty ten Dam podkreśliła ogromny wkład Stowarzyszenia Współpracy miast Haga-Warszawa w budowanie więzi polsko-holenderskiej i wyraziła nadzieję na kontynuację zacieśniania więzi pomiędzy narodami. Ten Dam zapowiedziała, że "Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma" będzie miał swoją premierę 21 marca w Warszawie. Następnie film będzie można zobaczyć 5 kwietnia w Nutshuis w Hadze. Jak zapowiedziała ten Dam już niebawem film będzie można zobaczyć w wielu "polskich" miejscach a także w telewizji i na internecie, o czym będę informować.

18 marca 2009

16-22 marca

Stop rasizmowi i dyskryminacji

W dniach 16-22 marca obchodzony jest Europejski tydzień walki z rasizmem i dyskryminacją. Z tej okazji, w całej Europie, mają miejsce debaty, odczyty i spotkania, na których poruszana jest problematyka dotycząca dyskryminacji oraz szukanie sposobów walki z nią. Punktem kulminacyjnym tygodniowych obchodów jest dzień 21 marca- ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych, Narodowym dniem walki z rasizmem i dyskryminacją.

Także w Holandii pod hasłem "allemaal anders, allemaal gelijk" (każdy inny, wszyscy równi) organizowanych jest szereg debat. Jak co roku, stowarzyszenie Nederland Bekent Kleur zorganizowało program, w którym poza debatami, można będzie także obejrzeć filmy dotyczące rasizmu na świecie, zobaczyć występ satyryka czy posłuchać poezji.

Dzień przeciwko rasizmowi będzie obchodzony 22 marca (niedziela) w de Melkweg przy Leidseplein w Amsterdamie. Wstęp jest wolny, ale ze względu na ograniczoną liczbę miejsc, należy wcześniej dokonać rezerwacji. Szczegółowe informacje na stronie: www.nederlandbekentkleur.nl/dagtegenracisme_2009.html

W roku ubiegłym z okazji Międzynarodowego dnia walki z rasizmem i dyskryminacją, na placu Dam w centrum Amsterdamu odbyła się demonstracja. Oto kilka zdjęć z 21 marca 2008 roku.

Wiosna...

Nadchodzi wielkimi krokami

W Niderlandach czuć juz zapach wiosny. Powietrze troszkę cieplejsze a zza szarych chmur nieśmiało wygląda słońce. Ale mnie najbardziej cieszy fakt, ze juz niebawem Holandia rozkwitnie milionem kwiatów. Ach, co to za czas dla takich milośników kwiatów jak ja :)

A póki co cieszę się krokusikami, które zakwitły na trawniku.

26 lutego 2009

Pif Paf

Spotkanie polskich fotografów

Następne spotkania będą odbywały się regularnie w każdą pierwszą środę miesiąca o 20:00, "De Westhoek" H. van Deventerstraat 45, 2563XP Den Haag

Kolejne terminy spotkań to: 4 marzec, 1 kwiecień, 6 maj, 3 czerwiec, 1 lipiec, 5 sierpień, 2 wrzesień, 7 pażdziernik, 4 listopad, 2 grudzień

A to tematy, których nie poruszyliśmy jeszcze na ostatnim spotkaniua co za tym idzie są to tematy na kolejny raz:

  • Kompensacja kompozycji - Najprostszy sposób wpływu na parametry ekspozycji;
  • Autofocus - Jak najlepiej wykorzystać możliwości systemu automatyki ostrości;
  • Jak skutecznie wykorzystać ogniskową - Poznaj wpływ wybranej ogniskowej na wygląd zdjęcia;
  • Przerysowany pierwszy plan - Dynamiczne ujęcia szerokim kątem w zasięgu ręki;

Tekst pochodzi z bloga Pif-Pafu, na którego serdecznie zapraszam: http://my.opera.com/pif-paf/blog/

Info dla polskich migrantów

SPOTKANIE INFORMACYJNE w Hadze

Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych Polakow mieszkajacych w Hadze na spotkanie informacyjne o prawach i obowiazkach dotyczacych nastepujacych dziedzin:

- ubezpieczenia zdrowotne, mieszkalnictwo, praca, podatki, zycie spoleczne

Czas i miejsce:

8 marca (niedziela) w godzinach 14-16

Zapisy od 24 lutego do 3 marca wlacznie

Adres:

Polskie Centrum WesthoekHendrik van Deventerstraat 452563 XP Den Haag (w poblizu Albert Hijna przy Valkenboslaan)

Zainteresowanych prosimy o kontakt z Claudia Cenkala- ten Dam (koordynator projektu) pod numerem gsm 06-104 59 021 do 17-go lutego lub przez e-mail: claudia_cenkala@hotmail.com lub info.sdw@inter.nl.net do 23-go lutego. Prosze zostawic imie i nazwisko i telefon lub e-mail kontaktowy. Wszyscy beda powiadomieni 24-go lutego na ktore spotkanie sa zapisani.W zwiazku z ograniczona liczba miejsc (20 osob na spotkanie) oczekujemy wylacznie osoby zapisane. W przypadku duzego zainteresowania stworzymy liste oczekujacych na kolejne spotkania.

Spotkanie jest NIEODPLATNE!

18 stycznia 2009

Solidarni z Gazą

Cały świat jest oburzony wydarzeniami w Gazie

Militarna ofensywa Izraela, wskutek której do chwili obecnej zginęło 1300 osób a 5300 osób zostało rannych, wywołała falę demonstracji. Także w Holandii, przeciwnicy tej brutalnej wojnie, wyrazili swój sprzeciw w kilkunastu protestach. Do pierwszej demonstarcji doszlo środę 31 grudnia, kiedy to około 2-tysięczna grupa protestantów demonstrowała w Hadze, gdzie pod amerykańską i izraelską ambasadą spłonęło kilka flag tych krajów. Oficjalne dane podały, iż pomimo kilku incydentów, demonstracja miała pokojowy przebieg. Do znacznie większego protestu, doszło w sobotę 3 stycznia w Amsterdamie. Kilkutysięczna grupa demonstrantów (ponad 5 tysięcy) zgromadziła się w sobotnie popołudnie w centrum stolicy na Muzeumplein, aby wyrazić swój sprzeciw przeciwko zgrojnym atakom w Palestynie. Na Muzeumplein zgromadzeni wysłuchali mów kilku holenderskich polityków, między innymi Harre'go van Bommela, który ostro skrytykował brak reakcji ze strony holenderskiego parlamentu, które jego zdaniem jest równe ze zgodą na nieproporcjonalną przemoc wobec palestyńskiej ludności. Około 14-tej imponujący tłum demonstrantów, zaopatrzony w transparenty i flagi, przemaszerował ulicami Amsterdamu skandując hasła: "Wolność dla Palestyny" czy "Precz z Izraelem". Kolejny, mniejszy już protest miał miejsce w Amsterdam West 10 stycznia, gdzie młodzież muzułmańska przeszła ulicami miasta, skandując antyizraelskie hasła. 19 stycznia w centrum stolicy, na popularnym Damplein, odbył się natomiast "protest butowy", jak określiła go prasa, ponieważ zgrowadzeni rzucali butami, wyrażając w ten sposób swoją złość i flustrację.

Wojna w Gazie, smutne fakty

Według oficjalnych danych, do 18 stycznia w wojnie w Gazie śmierć poniosło: 1300 osób w tym ponad 400 dzieci, a 5300 osób zostało rannych. Statystyki te nie dają jednak pełnego obrazu tragedii, która na naszych oczach ma miejsce w Gazie. Tylko w przeciągu kilku godzin, pod gruzami służby medyczne odnalazły zwłoki 100 osób. Ze względu na trudny dostęp do wielu zbombardowanych miejsc, który utrudnia izraelskie wojsko, pomoc wszystkim ofiarom ataków jest niemożliwa. Największe organizacje humanitarne, wyraziły swój kategoryczny sprzeciw względem "nieproporcjonalnemu" użyciu sił w Gazie. Ale wydaje się, iż sprzeciw światowej opinii, rządów wielu krajów, organizacji broniących praw człowieka, nie wywierają żadnego wpływu na rząd izraelski, który kontynuuje swoją rzeź w Gazie. Z wielu środowisk broniących praw człowieka dochodzą głowsy o zbrodni lubobójstwa, której na oczach całego świata dokonuje Izrael. Wciąż nieoficjalne dane, wskazują na to, iż izraelskie wojsko używa białego fosforu, który jest zabroniony w użyciu, przeciwko cywilnej ludności. Izrael nie zaprzecza, iż stosuje tę śmiertelną substancję, zapewnia jedynie, iż nie użyawa broni zabronionej międzynarodowym prawem. Na ile te zapewnienia są prawdziwe, trudno powiedzieć. Faktem jest natomiast, że do szpitali w strefie gazy, trafiają pacjenci z niewyobrażalnymi ranami poparzeniowymi, które według lekarzy spowodowane są białym fosforem. Coraz trudniej wierzyć jest w izraelskie zapewneinia, po kilku atak na szkoły, w których schronienia szukali palestyńczycy i przeprosinach rządu izraelskiego, że atak był pomyłką. Pomyłki w których giną setki osób, w tym dzieci? A może kara na mieszkańcach Gazy za poparcje dla terrorystycznego rządu, jakim określany jest Hamas? Coraz wyraźniej wydaje się, że jednak to druga opcja jest bardziej prawdopodobna a wojna w Gazie ma na celu jak najwiekszą eksterminację ludnośćc palestyńskiej. Bo jak wytłumaczyć atak na skład żywności i środków pomocy VN, zbombardowanie skrzydła najwiekszego szpiatala w centrum miasta, strzelanie do dzieci i zakaz wjazdu pomocy medycznej do zbombrdowanych miejsc? Odpowiedź nasówa się sama. W Izraelu opłakiwanych jest 14 ofiar tej wojny, w tym kilku żołnierzy, a rządy państw europejskich na czele z amerykańskim prezydentem, popierają ofensywę Izraela, tłumacząc, iż kraj ten ma prawo do samoobrony. Każda śmierć jest tragedią, ale sytaucja, które ma miejsce w Gazie jest masowym mordem, który powinnien zostać kategorycznie powstrzymany a jego sprawcy ukarani. Ciekawe tylko kiedy świat otworzy oczy i powie głośne: NIE!!!

3 stycznia w Amsterdamie odbyła się demonstarcja, w której wzięło udział ponad 5 tysiecy osób.

Demonstrancji przeszli ulicami miasta, wykrzykując antyizraelskie hasła.

Napisy na transparentach mówią same za siebie: Morderca-Izrael, precz z Palestyny, Stop mordom Palestyńczyków

Aktualizacja :

5 lutego 2009. w "Polityce" ukazał się artykuł, ukazujący historyczne podłoze konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Warto się z nim zapoznac i samemu wyciągnąć wnioski.

Norman Davies 03 lutego 2009

Dzień niepodległości, dzień klęski

Wojna w Strefie Gazy znów skierowała uwagę świata na konflikt palestyńsko-izraelski. Znany brytyjski historyk odsłania jego podglebie. Tekst powstał przed ostatnimi wydarzeniami, ale one tylko uwiarygodniają i wzmacniają zawarte w nim przesłanie. Historia to jest opis dziejów w całości. Pamięć natomiast dotyczy tych fragmentów przeszłości, które my wybieramy do zapamiętania. Historycy, i nie tylko historycy, powinni zrozumieć, że pamięć jest fragmentaryczna, stronnicza i omylna. Spójrzmy pod tym kątem na Izrael – kraj i państwo zbudowane na podstawie pamięci historycznej jednej z trzech grup etniczno-religijnych żyjących w Ziemi Świętej. W Jerozolimie Żydzi pamiętają Świątynię Salomona i Ścianę Płaczu. Chrześcijanie Golgotę – ukrzyżowanie i zmartwychwstanie Chrystusa. Muzułmanie zaś wyprawę Proroka do Tronu Bożego ze skały Al-Aksa: bramę do nieba. Różne tradycje, różne interesy. 60 lat temu, 14 maja 1948 r. David Ben-Gurion, urodzony w Płońsku k. Warszawy premier Izraela, ogłosił w Tel Awiwie Deklarację Niepodległości Państwa. Tekst tej deklaracji, kompromis między Żydami religijnymi i niereligijnymi, mówił o „wierze ojców”, ale nie używał słowa „Bóg”. Również nie określił granic i nie odwoływał się do granic historycznych. Nazwa państwa Eretz Izrael została ustalona tego samego dnia o godz. 1.30 nad ranem, po ostrej dyskusji. Następnego zaś wybuchła pierwsza wojna arabsko-izraelska; od tej pory nie ma pokoju po dziś dzień. Deklaracja Niepodległości ukoronowała pół wieku walki prowadzonej przez ruch syjonistyczny. Syjonizm – nowoczesny nacjonalizm żydowski – zakładał wieczny związek między narodem a ziemią ojczystą. Jego podstawowy problem na początku XX w. wynikał z faktu, że ziemia ojczysta, biblijna, leżała w imperium otomańskim w Azji, a naród żydowski, mało świadom ideologii syjonistów, mieszkał przeważnie w Europie, a przede wszystkim na ziemiach polskich. Jak przekonać Żydów, że mają się przenieść masowo do Palestyny? Propozycja wyglądała nieprawdopodobnie. W swoim dzienniku, w 1897 r., założyciel ruchu syjonistycznego Teodor Herzl napisał: „[Na naszym kongresie] w Bazylei już założyłem państwo żydowskie. Ludzie by się śmiali, jeśli powiem o tym otwarcie: ale za 50 lat chyba wszyscy uznają moją rację”. I tak się stało. Deklarację Niepodległości w Tel Awiwie ogłoszono niecałe 51 lat później. Niesłychana zdolność prognozowania. Pomogła naturalnie I wojna światowa, kiedy upadło imperium otomańskie i Palestyna wpadła w ręce Brytyjczyków, którzy obiecali w tzw. Deklaracji Balfoura popierać stworzenie „a Jewish national home”. Notabene – Balfour nie obiecał żadnego „państwa żydowskiego”. (Arthur James Balfour, konserwatywny polityk brytyjski, premier w latach 1902–1905; gdy w latach 1916–1919 był ministrem spraw zagranicznych, ogłosił swą deklarację w sprawie Palestyny. Przewidywała ona utworzenie tam „żydowskiej siedziby narodowej” – przyp. red.). Ale momentem zwrotnym był koniec II wojny światowej. Trzecia Rzesza wymordowała Żydów w Europie, a ci, którzy przeżyli, wyjechali przede wszystkim do Palestyny. Nic by to jednak nie zmieniło w sytuacji Żydów, gdyby Wielka Brytania broniła swego kruszącego się imperium. W 1947 r., tracąc wolę dalszej walki z powstaniami Arabów i z terroryzmem żydowskim, Brytyjczycy zrezygnowali z mandatu Ligi Narodów w Palestynie i przekazali odpowiedzialność ONZ. Powstała groźna próżnia. ONZ opracowała tzw. plan podziału Palestyny, wyrysowano nową wersję tzw. schematu dwupaństwowego (państwa dwunarodowego, federacyjnego – przyp. red.), wymyślonego przed wojną przez Londyn. Tym razem państwo żydowskie miało dostać 56 proc. terytorium, a państwo arabskie, mimo tego, że wchłonęło większość mieszkańców (ok. 70 proc.) – tylko 44 proc. Jerozolima miała się znaleźć pod kontrolą międzynarodową. Plan ten został przyjęty przez Zgromadzenie ONZ – 33 głosów za (m.in. USA i ZSRR), 13 głosów przeciw. Ale nie przyjęły go ani państwa arabskie, ani Wielka Brytania uznając za niesprawiedliwy. Wojsko brytyjskie przygotowało się do odmarszu, syjoniści przygotowali wspomnianą Deklarację Niepodległości, Arabowie zaś przygotowali się do wojny. W tradycji izraelskiej 1948 r. – to rok sławy i chwały. 14 maja – to święto narodowe. Deklaracja Niepodległości okazała się skuteczna. Młode państwo żydowskie przeżyło próbę ognia. Armia izraelska odparła ataki arabskie: i od razu zdobyła połowę tych terytoriów, gdzie ONZ zamierzała stworzyć państwo arabskie. Co więcej, setki tysięcy Arabów palestyńskich uciekło przed konfliktem z myślą, że niedługo powrócą do domu. Nigdy nie dano im wrócić. Rok później, kiedy ONZ uznała Izrael jako państwo suwerenne, nie zawarto traktatu pokojowego; Izrael górował wojskowo, a dyplomatyczny impas trwał.

Zakłócona narracja Rząd Ben-Guriona walczył także na wewnętrznym froncie. Pierwszy premier Izraela należał do lewicowego i umiarkowanego skrzydła syjonistów; był zmuszony do zbrojnej konfrontacji z prawicowym, fundamentalistycznym skrzydłem tzw. rewizjonistów. Ich lider Władimir (Zeev) Żabotyński już nie żył, ale miał wielu następców, jak Menahim Begin (ongiś żołnierz armii Andersa) czy Icchak Szamir, też z Polski, którzy odegrali czołową rolę w późniejszym rozwoju państwa. Przed wojną Żabotyński zaproponował rządowi II RP przymusową deportację wszystkich Żydów polskich do Palestyny. Podczas wojny paramilitarna organizacja Begina i Szamira prowadziła kampanie terrorystyczne przeciw Arabom i Brytyjczykom, mordując urzędników i podkładając bomby. Utrzymywali, chyba słusznie, że nie sposób stworzyć Izrael bez użycia przemocy. Po wojnie walczyli oni o nieograniczoną imigrację Żydów. W tym celu Begin, przyszły premier, w 1946 r. popełnił największy akt terrorystyczny w tej smutnej historii: wysadził w powietrze hotel Króla Davida w Jerozolimie, zabijając prawie stu ludzi. Po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości chciał przedłużyć walkę z Arabami do momentu, kiedy 100 proc. terytorium Palestyny znajdzie się w rękach żydowskich. Ben-Gurion nie mógł tolerować takiej niesubordynacji. Wydał armii izraelskiej rozkaz zatrzymania Begina i skonfiskowania broni jego bojowników. Efektem była krwawa bitwa na plaży w Tel Awiwie – w tzw. incydencie „Altaleny”. („Altalena” była nazwą statku wynajętego przez Begina do nielegalnego importu broni). Przypominam takie momenty, aby podkreślić fakt, że u samych Izraelczyków pamięć historyczna wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony wspominanie 1948 r. budzi ogromną dumę: młode państwo, urodzone w bólach, rosło w potęgę i dało schronienie kilku milionom Żydów, uchodźców z Holocaustu. Dla nich, dosłownie, poprzez ciężką pracę i ofiarny znój dawna pustynia rozkwitła. Yad Vashem, Instytut Narodowej Pamięci Holocaustu w Jerozolimie, powstał, aby świat wiedział, dlaczego państwo żydowskie jest potrzebne. A archeologiczne wykopaliska w Masadzie, gdzie ostatni żydowscy powstańcy przeciw legionom rzymskim zginęli bez poddania się, pokazują, jak historia, także sprzed prawie dwóch tysięcy lat, nadal jest żywa. Z drugiej strony narracja izraelska nie mówi o wszystkim. Kronika izraelska nie jest bez plam i po 60 latach ten ciężki konflikt o przyszłość dawnej Palestyny trwa bez rozwiązania. Parę lat temu, kiedy towarzysze Begina złożyli publiczny hołd autorom ataku na hotel Króla Davida, celebrując 60 rocznicę aktu terroru, rząd brytyjski przesłał oficjalny protest. Nie jest w porządku, że naród, który bezwzględnie potępia terrorystów arabskich, nie chce przyznać, że ludzie, którzy brali udział w zwycięstwie syjonizmu, też byli terrorystami. Te dotyczące drażliwych spraw refleksje wprowadzają nas w sedno groźnego i niekończącego się konfliktu na Bliskim Wschodzie. Świat, który jest świetnie poinformowany o Holocauście i o racjach izraelskich, mało wie i mało się troszczy o drugą stronę medalu. A zdarzenia sprzed 60 lat, które Izrael celebruje, równocześnie są przyczyną gorzkiego żalu u innych. Kiedy 5 mln Żydów izraelskich fetowało Dzień Niepodległości, drugie tyle Palestyńczyków przywoływało Al-Nakba, czyli Dzień Wielkiej Katastrofy. Płaczą, krzyczą i narzekają, bo ich los, w ich oczach, jest lekceważony. Izrael powstał i pierwsza połowa Deklaracji Balfoura została uwzględniona. Ale druga połowa została pominięta. Balfour powiedział, że popiera koncepcję „jewish home” pod warunkiem, cytuję: „że prawa i własność ludności nieżydowskiej nie będą unieważnione”. Minęło 60 lat. Żydzi posiadają swoje państwo, mocne i bogate. Bezpośredni sąsiedzi nie mają nic – ani swojego państwa, ani głosu, sponsorów politycznych, wpływów, dobrobytu. W dużej mierze żyją albo w obozach dla uchodźców, albo w dwóch zamkniętych gettach, pod kontrolą wojska izraelskiego, bez swobody ruchu i często bez elementarnych środków do życia. Izrael zamknął jedyny port palestyński. Lotnictwo izraelskie zniszczyło jedyne lotnisko palestyńskie sfinansowane przez Unię Europejską. Izrael kontroluje dostawy wody i często wyłącza prąd. Wyklucza dziesiątki tysięcy robotników palestyńskich, bezrobotnych, bo nie mogą przejść przez kordony do pracy. I cały czas Izrael buduje dokoła siebie mur większy od muru berlińskiego. Buduje też setki nielegalnych osiedli połączonych prywatnymi drogami – za drutem kolczastym, na ziemi palestyńskiej. W nieustannych potyczkach między armią okupacyjną a bojownikami palestyńskimi jest 10 razy więcej ofiar wśród Arabów, niż pada ich po stronie żydowskiej. Obecnie, w Gazie, zabija ich sto razy więcej. Inaczej mówiąc, panuje nieprawdopodobna asymetria sił.

Bagaż historyczny Mam nadzieję, że moje stanowisko wobec tej drażliwej sytuacji jest neutralne. Potępiam każdą zbrodnię. Życzę Izraelowi pomyślności, niech kwitnie dalej. Równocześnie życzę Palestyńczykom wyzwolenia z obecnej niedoli; przypuszczam bowiem, że dalszy los obu narodów jest nierozdzielny. Podejrzewam, że Izrael w obecnej postaci długo nie przetrwa, jeśli szybko nie zdecyduje się na załatwienie spraw tyle razy odkładanych. Oczywiście, inicjatywę w rokowaniach może mieć tylko mocniejsza strona. Chciałbym przedstawić pięć czynników składających się na bagaż historyczny, zgromadzony w ciągu minionych 60 lat, który ciągle przeszkadza przygotowaniom do pokoju. • Zimna wojna ~ Kryzys w Palestynie wybuchł równolegle z zimną wojną i blokadą Berlina; z czasem konflikt arabsko-izraelski został wplątany w globalną rywalizację USA i ZSRR. Amerykanie, po początkowych wahaniach, bezwarunkowo popierali Izrael. Sowieci natomiast po początkowym wsparciu dla Izraela wybrali państwa arabskie: szczególnie Syrię i Egipt. Doszło w tym kontekście do pięciu ostrych wojen: w 1948–1949 r., 1956 r., 1967 r., 1973 r. i 1982 r. Za każdym razem, z pomocą amerykańską, Izrael zwyciężał, umacniał władzę nad terytoriami, unikał rokowań, licząc na swoją rosnącą przewagę wojskową. Kilka razy Amerykanie skłonili swoich klientów izraelskich do wyrażenia zgody na rokowania pokojowe – np. w Camp David w 1978 r. – ale nigdy nie popchnęli ich do ostatecznych decyzji; załatwili sprawę np. z Egiptem i Jordanią, ale nie z Syrią lub z Palestyńczykami. Bo Amerykanie bez przerwy dawali pierwszeństwo umocnieniu „twierdzy wolnego świata” na Bliskim Wschodzie. Pozwolili nawet, żeby Izrael potajemnie otrzymał technologie do budowy bomby nuklearnej, bezkarnie łamiąc międzynarodowy traktat o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej; od tego czasu koła rządzące w Izraelu czuły się o tyle pewniejsze siebie, że mogły czekać, aż przeciwnik przyjmie twarde warunki zwycięzcy. Takie postawy, niestety, przeżyły zimną wojnę, która skończyła się 20 lat temu. •Ewolucja syjonizmu ~ Ruch syjonistyczny zawsze był zróżnicowany. Teodor Herzl, ojciec syjonizmu politycznego, miał swoich ostrych krytyków ze strony pionierów syjonizmu kulturowego. Ben-Gurion z trudnością utrzymał równowagę między świecką lewicą, grupami ultrareligijnymi a ultraprawicą. Ale nieprzerwany stan wojenny stopniowo umacniał radykałów o mentalności oblężonej twierdzy wojskowej i osłabiał dziedzictwo Ben-Guriona lub Goldy Meir. Przykry był ten skutek wojen. Od późnych lat 60. przewagę w polityce Izraela zdobyli tacy działacze, jak wspomniani Begin i Szamir czy gen. Szaron, których fundamentalistyczne poglądy nie skłaniały do kompromisu. Klimat rozpaczy odpowiadał im doskonale, a modelowa demokracja izraelska, ciągle w atmosferze zagrożenia bezpieczeństwa narodowego, przypieczętowała ich dominację. W 1995 r. najbardziej obiecujący premier Icchak Rabin, były generał i polityk Partii Pracy, został zamordowany przez fanatyka, który nie mógł strawić ustępstw Rabina w rozmowach z Palestyńczykami. Kontakty zamarły, a do władzy wróciła ultraprawica w osobie Szarona, głównego protektora kolonistów żydowskich, którzy regularnie i bez hamulców zasiedlają ziemię palestyńską. Dzisiaj szaroniści konkurują między sobą o władzę. •Radykalizacja polityki palestyńskiej ~ Wrogowie Izraela się mylą, jeśli myślą, że wszystkie choroby polityczne i niesprawiedliwości są po stronie państwa żydowskiego. Strona palestyńska również na nie cierpi. Jeśli bowiem nieustanny konflikt ośmielał beton izraelski, zachęcał on po drugiej stronie desperacki radykalizm, terroryzm i fundamentalizm ultrareligijny. Arabowie z Palestyny nie są jednolici. Niemała jest grupa chrześcijańska. Istnieje wykształcona inteligencja. Ale brak państwowości, brak rozwoju i upadek nadziei robią swoje. Bezmyślne kampanie terrorystyczne – np. podczas olimpiady w Monachium (bojówki Czarnego Września uprowadziły 11 izraelskich sportowców; 2 zabito w hotelu, 9 zginęło podczas nieudanej próby ich odbicia na lotnisku – przyp. red.) przyniosły hańbę; buntownicza postawa wobec monarchii w Jordanii sprowokowała straszliwe represje i życie tułacze. Okoliczności karmiły kulturę korupcji. Potem – pierwsza i druga intifada, antyizraelskie powstania, które ciągnęły za sobą nowe fale represji. W latach 90. Jaser Arafat (nieżyjący już najbardziej znany polityk i przywódca palestyński, lider Organizacji Wyzwolenia Palestyny – przyp. red.) odzyskał autonomię, dawno spóźnioną, i zdobył Nagrodę Nobla razem z premierem Rabinem. Ale stopniowo tracił zaufanie własnych ludzi. Zmarł w Paryżu, nie było wielkiej żałoby. W wyborach lokalnych w Gazie wygrał natomiast radykalny

Hamas, islamska grupa, która odmawia Izraelowi prawa do istnienia. Amerykanie koniecznie chcieli dla Palestyny demokracji, a teraz stają w obliczu demokracji antyizraelskiej i antyamerykańskiej. Dopóki okupacja izraelska trwa, cierpliwość nie owocuje i grupy pozytywistyczne nie mają szans. O ile trudności w Izraelu biorą się z nadmiaru sukcesu wojskowego, to u Palestyńczyków pochodzą od nadmiaru desperacji związanej z brakiem powodzenia w każdej dziedzinie. Już trzy pokolenia tego biednego arabskiego ludu powtarzają hasło dobrze znane Polakom: Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród! Hymn Palestyny, „Biladi, Biladi”, wyraża bowiem dokładnie ten sentyment: „Mój kraj! Moja ziemia, ziemia moich przodków!”. A co Palestyńczycy pamiętają? Najstarsi na pewno słyszeli o rządach sułtana, kiedy ostatnim krzykiem rozpaczy był bunt przeciw Turkom, gdy angielski generał Allenby zjawił się na białym koniu, a Żydów było za mało, aby myśleć o konflikcie. Dziadkowie, młodzi w międzywojniu, przeżyli wielkie powstanie przeciw Brytyjczykom i początki nacjonalizmu arabskiego. Patrzyli ze zdumieniem na dopływ coraz większej liczby obcokrajowców z Europy, którzy zachowywali się tak, jakby Palestyna była terra nulla, ziemią bez mieszkańców. (Polacy by podobnie reagowali, myślę, gdyby starodawni Sarmaci zjawili się w Polsce po 2000 lat, przekonani, że wracają do ziemi ojczystej). Po II wojnie światowej Palestyńczycy byli zszokowani, kiedy Brytyjczycy pakowali manatki, dokładnie jak Turcy niecałe 30 lat wcześniej. Pozbawieni kierownictwa, nieświadomi jakiejś tożsamości odrębnej od innych Arabów, nie mieli wyraźnych planów, ale w 1947 r. zgodziliby się prawie bez wyjątku, że podział ich kraju, gdzie oni, większość, mieli być bezwładną mniejszością, był głęboko niesprawiedliwy. Protestowali bez skutku. Liczyli na ratunek ze strony Egiptu, Syrii, Iraku. Nic nie pomogło. Al-Nakba, Wielka Katastrofa, pochłonęła ich nagle i brutalnie. Strzelaniny, ucieczki, wypędzenia, spalone domy i wsie, obozy przejściowe, które okazały się stałe. Później dekady biedy i okupacji, bezrobocia i wykluczenia. Pamiętają przede wszystkim odrębne traktowanie Żydów i nie-Żydów. Żydzi z całego świata cieszą się z prawa powrotu do Palestyny. Nie-Żydzi są pozbawieni tego prawa. •Podzielony świat arabski i muzułmański ~ Izrael, nie większy niż województwo małopolskie lub miasto Londyn, jest otoczony 100-milionowym obszarem państw arabskich; niektóre z nich są bardzo bogate – wszystkie upokorzone przez brak jedności. Dotychczas Izrael przetrwał dzięki ogromnemu arsenałowi wojskowemu, dzięki poparciu USA i dzięki słabej współpracy między sąsiadami. Ale nikt nie może zapewnić, że ten stan rzeczy się nie zmieni. Wcześniej czy później, jeśli istniejąca niezgoda potrwa, przeciwnicy Izraela znajdą sposób, aby uderzyć. Mały David może zabijać Goliatów 10-, 20-krotnie, ale jedna klęska, jedna pomyłka i jeden z Goliatów zabije Davida na zawsze. Lepiej dojść z Goliatem do porozumienia i aby uzyskać porozumienie, przygotować się do ustępstw. •Specjalne związki Izraela z USA ~ Bez dwóch zdań, powodzenie Izraela w drugiej połowie XX w. jest ściśle związane z unikatowym sojuszem z największym mocarstwem świata. Izrael ma absolutne pierwszeństwo wśród krajów, które otrzymują wsparcie finansowe i wojskowe od USA. Izrael ma prawo wydać te ogromne sumy od podatników amerykańskich bez żadnych ograniczeń i bez kontroli Kongresu. Izrael ma dostęp do najnowszej i najdroższej technologii wojskowej, a wywiad izraelski, Mosad, współpracuje z CIA jak bratnia organizacja. W sferze dyplomatycznej USA popierają Izrael nie bezkrytycznie, ale tak skutecznie, że Izrael nigdy nie musiał zmieniać swojej polityki z powodu jakiejś krytyki. Zgromadzenie ONZ potępiło czyny Izraela 322 razy, Rada Bezpieczeństwa przeszło 100 razy, zupełnie bez efektu. USA złożyły weto na takie rezolucje przeszło 40 razy. Świat nie zna drugiego takiego przypadku. Dzięki wielkiemu sponsorowi Izrael robi swoje, po swojemu, nie uwzględniając opinii innych. Słynne są słowa Abby Ebana, kiedyś ministra spraw zagranicznych Izraela: „Jeśli Algieria przedstawi w ONZ rezolucję, że kula ziemska jest płaska i że Izrael jest za to odpowiedzialny, rezolucja by przeszła: 164 głosów za, 13 przeciw przy 26 wstrzymujących się”. I Eban miał rację.

Pięć hipotez w sprawie sojuszu Ameryki z Izraelem Pytanie polityczne jest takie: Czy twarda postawa amerykańsko-izraelska dobrze służy długoterminowym interesom Izraela? Pytanie historyczne natomiast jest takie: Skąd ta wyjątkowa sytuacja się wzięła? Ja przedstawiam pięć elementów składowych. 1. 40-letnie braterstwo broni na Bliskim Wschodzie. • Jak dotychczas wspólny wysiłek amerykańsko-izraelski zawsze przynosił tu zwycięstwo. Izrael stał się sztandarowym partnerem w globalnej walce o wolność. Amerykanie nie bardzo wiedzą, co to znaczy klęska, i bardzo, bardzo kochają swojego małego sojusznika, który tak dzielnie walczy. Poza tym Amerykanie są narodem osadników, którzy zdobyli cały kontynent od Indian i naturalnie faworyzują nowoczesny naród imigrantów, którzy wprowadzają, według nich, cywilizację na pustynię. 2.Skuteczny lobbing w Waszyngtonie. • Siła lobby żydowskiego w Waszyngtonie jest legendarna, ale moim zdaniem mocno przesadzona. Największe bloki wyborców w Stanach gromadzą się w ogromnej rzeszy fundamentalistów protestanckich, którzy wierzą w nienaruszalną prawdę każdego słowa świętej Biblii. Jest ich 40–50 mln. I gdy czytają w Starym Testamencie, że Pan Bóg dał ziemię Judei i Samarii dzieciom Izraela, to przyjmują to poza dyskusją. Oni są syjonistami z pasją i w niektórych stanach taki ruch chrześcijańsko-syjonistyczny jest bardzo wpływowy. Należał do niego George W. Bush. I Sarah Pallin też. Naturalnie, lobby żydowskie o tym doskonale wie i stworzyło z nimi tzw. old testament alliance (sojusz starotestamentowy). Oczywiście organizacje amerykańsko-żydowskie są opanowane przez syjonistów. 3. Głęboka amerykańska wiara w manichejską walkę dobra ze złem. • Wielu obserwatorów zwyczajów amerykańskich, od czasów ojców purytanów, mówi o pewnym etosie, który sądzi świat według ocen czarno-białych: albo dobro, albo zło. Dialektyka moralna, manicheizm purytański – co chcecie. W drugiej połowie XX w. etos ten rozrósł się na pożywce II wojny światowej, gdzie Amerykanie walczyli przeciw Trzeciej Rzeszy, a głównymi ofiarami Trzeciej Rzeszy byli Żydzi. Logicznie, moralnie sprawa żydowska i interesy USA są więc utożsamiane. Holocaust został przyjęty jako pierwszorzędny symbol historycznego zła; stąd poparcie dla państwa żydowskiego to obowiązek wszystkich dobrych ludzi. Inne tragedie, inne grupy skrzywdzone nie wchodzą w rachubę. Wszystkie inne wątki historii Europy i Bliskiego Wschodu muszą pasować do tego schematu. 4. Rola Kissingera. • Henry Kissinger był centralną postacią w rządach amerykańskich w latach 1969–1977, akurat w kluczowym okresie, kiedy linia proizraelska się skonsolidowała. (Dr Henry Alfred Kissinger urodził się w żydowskiej rodzinie w Niemczech, która w 1938 r. uciekła przed nazistami do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie służył jako tłumacz w 970 oddziale wydzielonym kontrwywiadu armii USA w okupowanych Niemczech, gdzie wsławił się dekonspiracją wielu agentów gestapo. W latach 60. był doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego prezydentów Johna F. Kennedy’ego i Lyndona B. Johnsona, w latach 1969–1974 dyrektorem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, a w latach 1973–1977 sekretarzem stanu w administracji Richarda Nixona i Geralda Forda. Uważany za jednego z głównych architektów światowej polityki odprężenia – przyp. red.). 5. Rola neokonserwatystów. • To grupa ideologiczna żydowska, ze szczególną doktryną wojenną, która przez krótki czas opanowała politykę Partii Republikańskiej i prezydenturę drugiego Busha. Korzenie tej grupy, bardzo nietypowej dla Żydów amerykańskich, sięgają radykalizmu lat 70. i 80., kiedy wielu z nich miało poglądy trockistowskie; potem nawrócili się na prawicę. To Perle, Wolfowitz, Abrams i inni. W latach 90. byli blisko generała Szarona i Partii Likud w Izraelu, zdobyli w USA zaufanie Rumsfelda i Cheneya, potem samego Busha. Ich wielka szansa, dzisiaj przegrana, to wojna o Irak, która miała być przystawką przed głównym daniem – atakiem na Iran. Nieudana ofensywa izraelska na Hezbollah w Libanie w 2007 r. była częścią tej strategii, która legła w gruzach.

Widok z Polski

60 rocznica powstania państwa izraelskiego zbiegła się w ubiegłym roku z 90 rocznicą odzyskania przez Polskę niepodległości. Polacy dobrze rozumieją, że suwerenność można łatwo stracić oraz że potęga supermocarstw nie jest wieczna. Miejmy nadzieję, że rząd izraelski umie działać nie tylko odważnie, ale też rozsądnie. Bo ryzyko jest przeogromne, a równowaga sił w XXI w. widocznie się chwieje. Małe państwo, które ciągle walczy i z sąsiadami, i z ludnością strefy okupowanej, jest otwarte na wszelkie rodzaje zagrożeń. Dopóki jest możliwa, ofensywa pokojowa jest konieczna. Wspomniałem o tym, że większość przywódców izraelskich z 1948 r. urodziła się w Polsce. To pokolenie już odeszło, ale jestem pewien, że gdyby oni żyli, zazdrościliby obecnego miejsca Polski w świecie. Oni też by się zgodzili z powiedzeniem: skrzywiona pamięć to skrzywiona polityka.

Autoryzowane opracowanie redakcyjne na podstawie wykładu wygłoszonego przez prof. Normana Daviesa w Centrum Kultury Żydowskiej – Fundacja Judaica w Krakowie, 12 listopada 2008 r.